Medycyna Kuropatwy

Jeszcze nigdy nie utknęłam tak bardzo w niemożności pisania.

Jak tylko siadałam do laptopa, czułam ścisk w brzuchu, sercu i gardle.

W głowie na zmianę chaos lub pustka.

W ciele słabość i senność.

Strach i smutek, że zupełnie straciłam umiejętność pisania.

Poczucie winy, że zawodzę.

Wstyd, że sobie nie radzę.

Mijały kolejne dni.

Romek coraz bardziej się niecierpliwił.

Nawet nie tyle brakiem tekstu na bloga, co moim milczeniem.

Zastygłam w bezruchu i wstydzie. Wszystkie moje poranione części krzyczały w środku mnie.

I zatykały mi usta, gdy Romek pytał co się dzieje.

Kłótnia wybuchła w samochodzie.

Poprosiłam Romka, żeby się zatrzymał. Wysiadłam.

Dopiero, gdy odjechał, dotarło do mnie, że nie mam telefonu ani portfela.

Wracałam do domu pieszo, z drugiego krańca miasta. Wzdłuż drogi szybkiego ruchu, przez lasek, przez most, nadrzeczne bulwary, ulice coraz bardziej znane.

Dwadzieścia cztery kilometry. Dużo czasu na myślenie i usłyszenie różnych wewnętrznych części.

Jedna z głośniejszych mówiła: po co pisać, za dużo wszystkiego na świecie, sama jesteś wykończona nadmiarem słów, które płyną zewsząd.

Inna chciała być przyjęta przez Romka, taka zagubiona, przestraszona, nieudolna.

Do tej powiedziałam: ja sama mogę Cię przyjąć.

Możesz nie umieć, możesz się bać, możesz się wstydzić.

Ja cię przyjmuję.

Na ścieżce nad rzeką pojawiła się starsza pani z dwoma psami, które podbiegły i zaczęły mnie obwąchiwać.

– No, chodźcie już łotry – zawołała do nich z czułością.

Psy pobiegły na łąkę, a ja poczułam, że razem z nimi opuszcza mnie kawałek wewnętrznego łotra, który mnie wykańcza. Poczułam łzy na policzku i odrobinę ulgi.

W oddali mignęła spłoszona kuropatwa.

Przypomniała o praktyce spirali.

W tradycji Indian Ameryki Północnej kuropatwa uczy spiralnego tańca, który pomaga zagłębić się w siebie.

Zaczęłam go praktykować codziennie.

Spotykałam w nim różne swoje części, które potrzebowały zauważenia, uznania, zaopiekowania. Jeden z głosów mówił spokojnie: nie da sie tego przyspieszyć.

Każdego dnia siadałam do pisania.

W mojej głowie nadal huczało, jak na polu bitwy.

Wyrzucałam to na papier. Ze skrawków słów i zdań wyłonił się obraz kobiety, która przeżywa kryzys. Tego, w co wierzy. Tego, co potrafi. Tego, kim jest.

Kochana – powiedziałam do siebie – chyba przechodzisz przez to, w czym wspierasz wiele kobiet.

Menopauza?

Tak. Zatrzymanie. Podważanie. Zwątpienie. Trudności z koncentracją.

Tak. Ciało pięćdziesiąt plus, a w środku szaleje nastolatka, raz zagubiona, raz wściekła, raz przestraszona.

Zrozumienie, co się ze mną dzieje, przyniosło ulgę. Pozwoliło wreszcie naprawdę głębiej odetchnąć. A z rozluźnionego brzucha popłynął czuły śmiech i śpiew kojący.

Wróciła chęć pisania w intencji dzielenia sie tym, co wspierającego odkryłam i odkrywam na swoim szlaku.

Najdłużej na straży stał wstyd, oburzony, że tyle trwa ten proces. Właściwie stoi nadal, gdy piszę te słowa.

Witaj wstydzie, tyle pokoleń na ciebie pracowało, tyle pokoleń zawstydzanych i zawstydzających, że zrozumiały jest twój upór i siła. Zapraszam całą moją czułość i odwagę do spotkania z tobą.

Cdn.

About Justyna Masella Praszyńska

Terapeutka, matka, edukatorka. Podróżniczka po krainach świadomości...

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *