Zrodziły nas gwiazdy – i to nie jest, kurczę, metafora!

W moim ciele jest około 15 kilogramów atomów węgla. I ponad 50 kilogramów tlenu.

Skąd one się tam wzięły? Odpowiedź jest jedna – z gwiazd!

Gdy o tym myślę, mam ciary. Świadomość, że materia, z której składa się moje ciało, pochodzi z gwiazd, jest dla mnie mistyczna. Strzał prosto z nieba!

Z brzucha gwiazd!

Na początku był wodór. Z niego utworzyły się gwiazdy. W jądrach niebieskich nadlobrzymów panują niewyobrażalnie wysokie temperatury i ciśnienie. Tam z wodoru tworzą się cięższe pierwiastki – węgiel, tlen, żelazo i inne, niezbędne do powstania życia.

Gdy supernowe wybuchają, rozsiewają pierwiastki po całym kosmosie. Tak było z „moimi” atomami. Moimi – czyli tymi, z których zbudowane jest moje ciało. I fakt, że co roku większość atomów w moim ciele się wymienia, nic nie zmienia. Baza jest ta sama.

Skąd się wziąłem na Ziemi?

Moje atomy latały sobie przez kosmiczną próżnię, aż około pięć miliardów lat temu zaczęły skupiać się w obłok międzygwiezdny. Obłok zapadł się pod wpływem grawitacji i tak powstało nasze Słońce. A reszta atomów utworzyła planetę, którą nazywamy Ziemią.

Czyli dla jasności – atomy, z których zbudowane jest moje ciało (i twoje!) mają więcej niż pięć miliardów lat. Może dziesięć? Raczej nie więcej niż 14,5 – bo na tyle ocenia się wiek Wszechświata.

Starzy jak Wszechświat

A właściwie warto pomyśleć, że wszystko, co nas otacza – i my sami – jest energią. A wszak, jak dowiódł Albert Einstein, materia to energia, tylko inaczej. Więc my – materialne istoty z rubieży galaktyki, jesteśmy energią, która powstała razem ze Wszechświatem. Czyli jakby nie patrząc, moje ciało – i twoje – jest stare jak Wszechświat. Energii nie można stworzyć, ani zniszczyć (co wiemy z pierwszego prawa termodynamiki) – zatem energia kula się po Wszechświecie, zmieniając tylko formę. Raz jest strumieniem fotonów, raz falą grawitacyjną, raz białkiem produkującym układy scalone

Kosmiczny eksperyment

Teraz zapraszam cię do małego eksperymentu. Popatrz na swoją dłoń. Pomyśl, że materia twojej dłoni jest stara jak świat. Powstała w jądrach gwiazd, gdzie było tak gorąco, że bardziej nie można. A potem latała sobie ta „twoja” materia po kosmosie. Latała tak długo, że rozum tego nie ogarnia.

I to jesteś ty. I to jestem ja. JesteśMY…

Jak się z tym czujesz? W moim brzuchu coś się zaciska – to ekscytacja, zachwyt, niedowierzanie, lęk. I znów zachwyt…

Jestem, jesteśMY starzy jak Wszechświat. Jesteśmy z brzucha gwiazd.

Fizyka jedności

Metafizyki wschodu i zachodu głoszą, że wszystko jest jednością. Gdzieś na głębokim poziomie człowiek, świat i duch stanowią jedno. Czyż można sobie wyobrazić bardziej materialne potwierdzenie tezy, że ja i wszechświat to jedno? Wszystko jest nieustannym ruchem atomów – na głębszym poziomie kwarków czy bozonów Higgsa – jesteśmy gwiezdnym pyłem, który stwarza światy! Jesteśmy światem, który stwarza pył!

Z łona gwiazd

A skoro jesteśmy częścią gwiazd czy nie warto inaczej spojrzeć na własne życie? Z większym szacunkiem? Z większym zachwytem? Z nieskończoną miłością?…

Mnie to jakoś uspokaja. Skoro jestem częścią nieskończonego morza wędrujących atomów, skoro jestem energią wirującą w tańcu stwarzającym światy – czy naprawdę muszę przejmować się tym, co pomyśli o mnie sąsiad, szefowa czy dobrze urządzony kuzyn?

Skoro moje ciało zostało wykute w płonących wnętrznościach kosmicznych gigantów – czy naprawdę muszę lękać się o swoje finanse? Czy mam trwać w poczuciu niskiej wartości, gniewie lub wstydzie, gdy zrodziły mnie gwiazdy?

To są ważne pytania. Buddyści zadają je sobie pod postacią: „Kim jestem?”. No, właśnie, kim jestem? Ja, człowiek, kupka atomów rzucona w nieboskłon…

Z prochu w proch

Jakże bliskie takiej kosmogonii wydają się biblijne słowa „Z prochu powstałeś, w proch się obrócisz”. My jako osoby, znikniemy, zniknie Układ Słoneczny, ale nasze atomy będą wędrować dalej. Być może na innym końcu galaktyki wezmą udział w tworzeniu nowego słońca. Nowego życia.

Może jakaś kosmiczna istota będzie patrzeć na swoją kończynę, w której będą migotać te same atomy, które migają teraz we mnie?

Ten nieskończony taniec atomów mnie porusza. Wzrusza, dusza się rusza!

Roman Praszyński

A ty jak się masz z nieustannym tańcem kosmicznego pyłu, który płynie poprzez nas?

About Roman Praszyński

Terapeuta, literat, ojciec, mąż. Autor ebooka rozwojowego dla mężczyzn W STRONĘ OJCA

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *