Myślisz o terapii, ale masz opory? Może ta historia Cię zainspiruje!
Napisała do mnie znajoma, że była na wieczorze autorskim pana Mariusza Szczygła. Pisarz został zapytany, czy kiedykolwiek zdarzyło mu się nie autoryzować swojego wywiadu. Przyznał, że w zasadzie nie.
Tutaj warto zaznaczyć, że w poprzednim życiu byłem dziennikarzem. W poprzednim – czyli zanim zacząłem terapeutycznie towarzyszyć ludziom w ich przemianie.
I jako dziennikarz kilkakrotnie spotkałem pana Mariusza Szczygła przy stoliku w kawiarni, gdzie odpytywałem go do wywiadów. Jak się okazuje – nie bez konsekwencji.
Otóż pisarz w czasie wieczoru autorskiego – jak pisze do mnie znajoma – opowiedział o spotkaniu z pewnym dziennikarzem, który w trakcie wywiadu powiedział jemu (czyli Szczygłowi), że powinien iść na psychoterapię.
„I on się wkurzył i zabronił publikować tego wywiadu” – przytacza słowa pisarza z wieczoru autorskiego moja znajoma.
„Ale to jeszcze nie koniec – kontynuuje sprawozdanie koleżanka – Bo Szczygieł mówi, że po latach okazało się, że ten dziennikarz miał rację. I że on – Szczygieł – poszedł na tę psychoterapię”.
Pewnie już zaczynacie się domyślać, dokąd prowadzi ta opowiastka.
„Pisarz powiedział – pisze do mnie znajoma – że pamięta nazwisko tego dziennikarza. Mianowicie: Roman Praszczyński!
Tu znajoma dodaje, że chciała poprosić o mikrofon, żeby sprostować błąd w nazwisku, ale dała sobie spokój, bo nie lubi publicznych wystąpień.
Anegdota przednia. Czy prawdziwa? Nie mam pojęcia. Nie pamiętam. Kto wie, może miałem w sobie tyle bezczelności, aby doradzać terapię znanemu reportażyście? A może to był głos z głębi serca, zew intuicji, która wskazała mu właściwą drogę?
Nie wiem. Wiem jedno, gdy sam byłem w swojej terapii, w zachwycie nad jej skutecznością z ewangeliczną gorliwością zalecałem ją wszystkim znajomym. Bezskutecznie, oczywiście.
Być może spotkanie z p. Mariuszem Szczygłem było moją pierwszą skuteczną interwencją, zanim jeszcze w ogóle w moim umyśle powstała idea, aby porzucić pisanie i zająć się tajemnicą ludzkiej duszy w gabinecie terapeuty.
O tym, jak porzuciłem i odnalazłem pisanie przeczytasz w wpisie o Wokulskim: Celuję w cel.
Prawdziwa czy nie, ta historia pokazuje, że pisarze potrzebują terapeutów i – jak widać – terapeuci wiele zawdzięczają pisarzom!
W pisaniu i terapii dużo zależy od słowa. Celne, wywiedzione z serca słowo ma moc wspierania. Moc uzdrawiania.
Cieszę się, że pan Mariusz doświadczył terapii. Podobnie jak on przez pierwsze trzydzieści pięć lat życia uważałem, że terapia nie jest mi potrzebna. Mówiłem sobie: „Jestem zbyt inteligentny na terapię! Przecież wszystko o sobie wiem, co mi terapeuta może powiedzieć!”.
Dzisiaj wiem, że to był mechanizm obronny. Jakaś część mnie próbowała „racjonalnie” odepchnąć terapię, aby uniknąć kontaktu z bólem.
Bo terapia to nie tylko słowa. To kontakt z emocjami, z ciałem, doświadczanie siebie. Często boimy się tego kontaktu, unikamy go.
Podczas uważnie prowadzonej terapii możemy spotkać się z tymi wypartymi częściami siebie – i powoli z czułością zaopiekować się sobą.
Terapia służy życiu. Dlatego idę tą drogą – wspierania osób w przemianie i uzdrawianiu. Sam doświadczyłem zbawiennego wpływu terapii. Zapraszam teraz do tej podróży innych.
Jeżeli szukasz dla siebie dróg rozwoju, sposobu zadbania o siebie – proponuję Ci kurs dla mężczyzn W STRONĘ OJCA, zbiór ćwiczeń rozwojowych, sporo praktycznej wiedzy o etapach rozwoju mężczyzny. Kurs jest rozwinięciem stacjonarnych warsztatów, w których wzięło udział dwustu mężczyzn.
Link do kursu: tutaj
Możesz pobrać bezpłatny fragment: tutaj
Dobrej, rozwojowej podróży!
Roman Praszyński
